Cześć, nazywam się Piotrek Gajewski i chciałbym przybliżyć Wam historię powstania mojej mini rampy. Na początku krótki wstęp. Miłej lektury.

Czytaj dalej klikając tutaj –
Chyba każdy skejcik myślał o zbudowaniu swojej przeszkody. Za mną ta myśl chodziła od dawna. W ciągu swojej 4-ro letniej przygody na desce tworzyłem różne przeszkody. Oczywiście z racji, że mieszkam na wsi i prawie od początku jeżdżę sam, były to małe, często prowizoryczne elementy. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w tak małej miejscowości nie ma mowy o jakimkolwiek skateparku. Zapewne jest wiele takich miejscowości. Dlatego postawiłem sobie cel… zrobić coś samemu, bo jak nie ja to kto? Wśród wielu pomysłów, mini była jedyną możliwością z racji na bardzo ograniczony budżet i plac gdzie ów przeszkoda mogłaby stanąć. Budowę zacząłem od szukania porad jak powinna wyglądać rampa.
W życiu tylko raz miałem okazję sprawdzić się na kątach, więc byłem całkiem zielony w tym temacie i każda informacja była na wagę złota. Uwierzcie mi, że w internecie jest tego cała masa. Od filmów na YT do pisanych artykułów wraz ze zdjęciami krok po kroku. Po przeczytaniu jednego poradnika oczywiście wziąłem kartkę papieru i naszkicowałem cały projekt. Zaznaczyłem wstępne wymiary i zacząłem obliczać ile materiałów będę potrzebował. Później szybkie googlowanie wszystkich tartaków i hurtowni drewna w okolicy. Na pewno warto zadzwonić i zapytać o towar, bo z własnego doświadczenia wiem, że ceny potrafią być bardzo rozbieżne. A chyba nie chodzi o to żeby wydać jak najwięcej kasy. Jeśli chodzi o materiały to ja wybrałem sklejkę sosnową wodoodporną klasy II/III i jak na razie daje rade. Wystarczająco dobra jakość przy przystępnej cenie. Oczywiście cena waha się w zależności od grubości. Warto zaznaczyć, że gruba sklejka nie wygina się zbyt dobrze i lepiej zastąpić ją dwiema warstwami tej cienkiej. Osobiście, ze względu na budżet, wybrałem jedną, 9-cio mm warstwę. Boki zrobiłem z płyty OSB z racji, że jest tańsza niż sklejka. Nie możemy zapomnieć o stelażu. Tutaj można użyć kantówek/łat lub desek. Jak zwał tak zwał. Przy wyborze musimy zwrócić uwagę na grubość i szerokość. Nie może być za cienka żeby wkręt jej nie rozepchał, bo wtedy nie będzie trzymał naszej sklejki i cały wysiłek pójdzie na marne. Nie może być też za wąska żeby rampa nie uginała się pod nami.
Gdy już wszystkie materiały miałem u siebie w domu, zacząłem od wycinania kątów w bocznych ścianach. Nie będę pisał jak to wyglądało krok po kroku, ale po wycięciu pierwszej ścianki użyłem jej jako wzoru do następnych. Przez to kąty były identyczne. Po wycięciu dokładnie pomalowałem płyty impregnatem. Słyszałem, że nie trzeba, bo nie będzie wsiąkać wody. Jednak miałem okazję pracować na budowie i widziałem, że jest całkiem inaczej. Niezabezpieczona płyta pęcznieje i staje się mniej wytrzymała. W międzyczasie, gdy płyty schły, wziąłem się za cięcie desek na stelaż. Niestety w tartaku rzadko trafiają się idealnie równe deski, więc warto zadbać o to żeby były jednakowej długości, bo w przeciwnym wypadku mogą nam słabo podtrzymywać całą konstrukcję.
Przy skręcaniu całej ramy warto odpuścić sobie ostatnią deskę pod copingiem. Przed tym dobrze jest zmierzyć gdzie ma być osadzona rurka żeby odpowiednio wystawała ponad sklejkę. Później przykręcamy deskę idealnie pod copingiem przez co nie będzie się ruszał.
Ostatni etap to oczywiście przykręcanie sklejki.
Po wszystkim trzeba zwrócić uwagę na plac pod mini rampą. Ja niestety nie miałem do dyspozycji twardego podłoża. Na szczęście kilkanaście metrów za domem mam tzw. „lasek”. Wystarczyło podwyższyć teren pod rampą, tak aby woda po deszczu nie zalewała drewna i wszystko było prawie gotowe. Dla pewności konstrukcja stoi na cegłach. Na pewno teraz płyty OSB nie będą wsiąkać wody z ziemi i przy okazji łatwiej było złapać poziom. Mimo zaimpregnowania wszystkich elementów, mini stoi pod folią. Bez wątpienia przedłuży to jej żywot. Nie jest to duży koszt, a znacznie może nam pomóc.
Na samym końcu kwestia, która zapewne blokuje większość z Was. Cena… Ja wydałem ok.1000zł. Na jedną osobę to duży koszt i bez wątpienia odczułem to w swoich kieszeniach, ale zapewne znajdzie się ktoś, kto chciałby zbudować coś zajawkowego razem z Tobą.
To tyle z mojej strony. Myślę, że udowodniłem innym, że mając 16-ście lat i mieszkając na wsi można zrobić coś samemu, za swoje pieniądze i w dodatku samemu utrzymując się na desce. Wcale nie trzeba czekać na łaskę władz. Mam nadzieję, że obudziłem w Was zajawkę na tworzenie swoich przeszkód. Mimo, że w Polsce DIY nie jest tematem tabu, przykładem jest Szaber bowl (szacunek za to) czy też dobrze znane Korty, jeszcze mało osób próbuje działać na własną rękę.
Wysoka piątka dla każdego, kto chociaż spróbował zrobić coś swojego.
Pozdrawiam i życzę wiecznej zajawki!












4 komentarze
Siema! Poznalam Piotrka osobiscie i jest naprawde skromnym i milym chlopakiem! bardzo sie ciesze ze wzial sprawy w swoje rece i zrobil cos naprawde ciezkiego SAM!
pozdrawiam :)
KOZAK NA MAKSA !
A ile mniej więcej kosztuje cały materiał? Tysiąc? Pięć tysięcy? Ktoś budował, to niech powie ile to go wyniosło. Thx.
JD