15 minutowy dokument z Nowej Zelandii traktujący o jeździe na deskorolce z wykorzystaniem wszelkiej architektury miast. Na przykładzie Auckland City mamy możliwość usłyszenia zdań dwóch stron, zarówno skejtów wykorzystujących specyficzny wygląd miasta jak i osób odpowiedzialnych za architekturę, którzy są świadomi, że budynki i miejsca, które projektują będą wykorzystane przez deskorolkowców i w ten sposób muszą obrzydzać miasto skate-stopperami.
A Study of Public Space and Materiality in Auckland City



(6 votes, average: 4,83 out of 5)
7 komentarzy
Te tzw skate stoopers sa pojebane. Zalosni ludzie to robia i poprostu zarazem pojebani .
chujowy akcent
Jaki jest tytuł 2 nutki? 4:03
Skatestopery nie sa pojebane. Trudno jest siadac np. w bialych spodniach na granicie ktory jest ujebany swieczkami i pozostalosciami po truckach i desce. No chyba kazdy to rozumie? Ludzi, ktorzy chca korzystac z lawek i murkow w tradycyjny spoosb jest 1000 razy wiecej niz skateow. W duzych miastach jest wystarczajaco duzo schodow i murkow, zeby pojezdzic, nie warto narzekac…
Warto się na spokojnie zastanowić co robi deskorolka w przestrzeni miejskiej.
Bez deskorolki wiele miejsc by było albo bez życia, albo by na nich siedzieli narkomani (Burnside jest najlepszym przykładem).
Deskorolka pokazuje też, w jaki sposób można nadawać nowe znaczenie przestrzeni miejskiej – wykorzystując ją w nowy sposób. Skaterzy ożywiają architekturę.
Ale żeby to zrozumieć, to trzeba się nauczyć dostrzegać dobre rzeczy wokół siebie. Tylko zaściankowi ludzie zawsze będą widzieć negatywne strony wszystkiego. Im się brudzą spodnie, oni słyszą „hałas” (samochodów i tramwajów w mieście nie słyszą), a ich oczy razi jak ktoś nie jest smutny i nie chodzi po ulicy przygnębiony.
Ciekawe kiedy jajogłowom-architektom uaktywnią się neurony w mózgu i zrozumieją, że synteza skateboardingu i architektury jest nieunikniona.
Keep skatin’
Pewnie już to zrozumieli (Patrz Barcelona), ale trzeba czekać aż wyjdzie to poza sam Półwysep Iberyjski ;) . Wydaje mi się że sensowne byłoby gospodarowanie przestrzeni zarówno pod deskorolkę (nie mowa o skateparku) jak i pod użytek miejski, ale oczywiście to nie przejdzie bo za drogo bo dlaczego ma się niby pomagać ludziom którzy to „dewastują” , bla bla bla..Zgadzam się z przedmówcą, że deskorolka ożywia konkretną miejską przestrzeń, ale społeczeństwo musi dojrzeć żeby dostrzegać np i nasze potrzeby, w końcu też jesteśmy obywatelami tego czy innego kraju.
troche utopia z tym podejściem, że nagle wszyscy dookoła zaczną dostrzegać jak to deskorolka urozmaica miejską kulturę i poprzez swą zajebistość ożywia szarą architekturę…bla bla bla chyba ze trzy pokolenia muszą jeszcze minąć aby ludzie zaczęli to postrzegać w ten sposób. zresztą sam ta teoria jest dosyć naciągana i gdy cieć z wąsem wygania z miejscówy to nie wyjaśnia mu się, że oto jestem architekem i wizjonerem który nadał nowy kształt temu miejscu tylko próbuje się zrobić trik jak delikwent sobie pójdzie lub prosi jeszcze o kilka prób. w sumie tłumaczenie że jak ktoś poharata nowy murek i wyjdzie jakaś kobiecina prosząc aby go nie niszczyć lub coś w tym stylu, to głupio jest na bezczela ładować ją że to ożywia miejską architekurę i tak dalej a murek który tu jest został właśnie namaszczony i od tej chwili jest idealnie wpasowany w betonową dżungle. kurwa nie dorabiajmy do deski jakiś naciąganych teorii …